Wydanie: 18
Dopiero teraz, ponad sześć miesięcy po tym (tekst
był pisany w 2002 r.), co się wydarzyło, zdecydowałem się napisać coś
na ten temat. Nie chciałem dotykać tej sprawy natychmiast, aby każdy z
nas mógł zastanowić się na swój własny sposób, nad konsekwencjami ataków.
W ten dzień byłem w Monachium, przygotowany do
pójścia do księgarni, gdzie popołudniu miałem podpisywać książki, kiedy
członek grupy moich wydawców zapukał do drzwi mojego pokoju:
- Włącz telewizor! Szybko!
Na wszystkich kanałach pokazywano tę samą scenę: jedna z wież World Trade
Center stała w płomieniach, zbliżający się drugi samolot, który w rezultacie
uderzył w oba budynki. Nikt nie zapomni katastrofy z 11 września 2001
r., gdzie byli, jak się tam dostali i z kim byli, kiedy nastąpił atak
terrorystów.
Zawsze trudno jest zaakceptować fakt, że tragedia może przynieść pewne
pozytywne skutki. Kiedy oglądaliśmy przerażające sceny, które wyglądały
raczej jakby były urywkiem filmu science fiction - upadające wieże z tysiącami
ludzi wewnątrz, doświadczyliśmy kilka nagłych uczuć: pierwszym było uczucie
bezradności w obliczu tego co się wydarzyło. Drugie uczucie: że świat
nigdy nie będzie już taki sam.
Te dwa uczucia zagościły w mojej duszy. Wyłączyłem telewizor i udałem
się do miejsca, gdzie - prawdopodobnie - miało odbyć się podpisywanie
książek. Byłem pewien, że nikt się nie pokaże, gdyż kolejne kilka godzin
wszyscy spędzą w poszukiwaniu powodów, nowych wiadomości, szczegółów.
Szedłem przez wyludnione ulice Monachium; chociaż była 4 popołudniu, ludzie
zgromadzili się w barach, gdzie było można posłuchać radia lub obejrzeć
telewizję, każdy próbował przekonać samego siebie, że wszystko to tylko
pewien rodzaj snu, z którego można się obudzić wcześniej czy później,
opowiadając przyjaciołom, że czasem ludzka rasa jest przedmiotem podobnych
koszmarów .
Po przybyciu do księgarni, ku mojemu zaskoczeniu, czekały na mnie setki
czytelników. Nie rozmawiali, nie wymówili ani jednego słowa - to była
cisza, która pochodziła z głębi duszy. Stopniowo, zacząłem rozumieć, co
oni tam robili: w chwilach takich jak ta, dobrze jest być z innymi, ponieważ
nie wiemy co może się wydarzyć. Krok po kroku, zaczęliśmy zdawać sobie
sprawę, że to nie był koszmar, ale coś bardzo realnego i namacalnego,
co - od tej chwili - będzie częścia historii naszej cywilizacji.
Opowiem o tym, co chciałbym napisać na koniec tego bardzo tragicznego
roku. Świat już nigdy nie będzie taki sam, to prawda - ale, prawie cztery
miesiące po tym popołudniu, czy nadal istnieje uczucie, że śmierć tamtych
ludzi poszła na marne? Czy też jest coś, co wykracza poza śmierć, poza
zgliszcza i powykręcaną stal - coś, co można odnaleźć pod ruinami World
Trade Center?
Myślę, że każda ludzka istota przeżyw w pewnym okresie swojego życia
własną tragedię; może to być zniszczenie miasta; śmierć dziecka; fałszywe
oskarżenie, bez dowodów; choroba, która nadchodzi bez ostrzeżenia, powodując
kalectwo do końca życia. Życie jest ciągłym ryzykiem i ktokolwiek o tym
zapomina, nigdy nie będzie przygotowany do podjęcia wyzwania stawianego
przez przeznaczenie.
Kiedy stajemy twarzą w twarz z nieuniknionym bólem, który przecina naszą
ścieżkę, jesteśmy zmuszeni szukać znaczenia tego, co właśnie nadeszło.
Jakkolwiek dobrzy jesteśmy, jakkolwiek właściwie prowadzimy swoje życie,
nie unikniemy tragedii. Możemy winić innych, szukać sprawiedliwości, wyobrażać
sobie jak wyglądałoby nasze życie, bez tych zdarzeń. Jednak żadna z tych
rzeczy nie ma znaczenia: zdarzyły się i tak ma być. Istotne jest, aby
z tej perspektywy przyjrzeć się naszemu życiu, przezwyciężyć lęk i rozpocząć
proces odbudowy.
Pierwszą rzeczą, jaką musimy zrobić, kiedy stajemy przed cierpieniem
i niepewnością, jest zaakceptowanie ich . Nie możemy ich traktować jako
czegoś, co nas nie dotyczy, ani patrzeć na nie jako na karę, dającą satysfakcję
naszemu odwiecznemu poczuciu winy. W ruinach World Trade Center znajdowali
się tacy ludzie jak my, którzy byli niepewni i nieszczęśliwi, dobrze ułożeni
lub walczący o to, by wzrastać, niektórzy mieli czekające w domach rodziny,
podczas gdy inni byli zdesperowani w obliczu samotności w wielkim mieście.
Byli Amerykanami, Anglikami, Niemcami, Brazylijczykami, Japończykami,
ludźmi z całego świata, niezwiązanymi społecznie - w tajemniczy sposób
znaleźli się w tym samym miejscu, rankiem około 9, rankiem który był piękny
dla niektórych i przygnębiający dla innych. Kiedy dwie wieże runęły, nie
tylko tamci ludzie zginęli: wszyscy umarliśmy choć trochę, cały świat
obumarł w jakiejś części.
Kilka lat temu w Japonii, grupa uczniów Zen była zgromadzona w domu na
wsi, kiedy przybył opiekun z nowiną o tragedii, która wydarzyła się w
pobliżu: spalił się dom, pozostawiając matkę z córką bez dachu nad głową.
Natychmiast, jeden z uczniów zorganizował zbiórkę, aby pomóc rodzinie
w odbudowaniu domu. Wśród obecnych, był biedny pisarz i uczeń zdecydował,
że nie poprosi go o pieniądze. "Jedną chwilę", powiedział pisarz,
kiedy zdał sobie sprawę, że został pominięty, "Ja także chcę coś
ofiarować".
W tej chwili, opisał na kartce papieru to, co się wydarzyło i włożył
to do słoika, który służył do zbierania pieniędzy. "Chcę ofiarować
tę tragedię każdemu. Niech będzie wspominana zawsze, kiedy myślimy o drobnych
zajściach, mających miejsce w naszym życiu.
W przypadku incydentu z 11 września, myślę, że zyskaliśmy z tego coś
jeszcze - uczucie akceptacji dla własnego życia, bez względu jak złe by
ono nie było, jest dużo lepsze niż większości ludzi. Jakkolwiek trudne
może być zaakceptowanie tego, co się nam przytrafiła, trzeba zrozumieć,
że chwile takie jak ta, dają nam sposobność do radykalnych zmian naszego
postępowania.
Stojąc w obliczu ogromnej straty - materialnej, duchowej lub psychologicznej,
nie ma sensu, aby próbować odzyskać to co odeszło. Patrząc z innego punktu
widzenia, wspaniała jeszcze pusta przestrzeń naszego życia otwiera się
przed nami, czekając na wypełnienie. W momencie straty, bez względu jak
przekorna wydaje się ona być, stajemy się bardziej wolni. Zamiast wypełniać
ten pusty obszar bólem i goryczą, są inne sposoby spojrzenia na świat.
Na początek, musimy wspomnieć tę wspaniałą lekcję mądrości: cierpliwość,
pewność, że wszystko jest zaledwie prowizoryczne w tym życiu. Musimy zrewidować
nasze wartości: jeśli, przez wiele lat, świat nigdy nie staje się bezpiecznym
miejscem, dlaczego nie użyć tej nagłej zmiany i nie wykorzystać większości
dni, by zaryzykować robiąc rzeczy, które zawsze chcieliśmy robić, lecz
nie mieliśmy odwagi, wierząc, że powinniśmy iść zgodnie z normalnym rytmem
życia, według którego wszystko jest pod kontrolą? Jak wielu ludzi, tego
ranka 11 września, było w World Trade Center wbrew swojej woli, starając
się podążać za karierą, która nie była ich karierą, gdyż robili rzeczy,
których nie lubili; byli tam tylko dlatego, że to bezpieczne miejsce,
gwarantujące wystarczającą ilość pieniędzy na utrzymanie i zabezpieczenie
starości?
Była to wspaniała szansa dla świata i tych, którzy zostali pochowani
w zgliszczach dwóch budynków, by nie ginęli oni na próżno. Teraz zmuszają
nas, byśmy zastanowili się nad własnym życiem, naszych wartościach. Zmuszają
nas do pójścia drogą przeznaczenia które sobie wymarzyliśmy, chociaż nigdy
nie mieliśmy odwagi, by stawić temu czoła.
Kiedy wieże upadły na ziemię, pochowały pod gruzami marzenia i nadzieje,
ale otworzyły też nasze własne horyzonty, pozwalając każdemu zastanowić
się nad znaczeniem życia.
Nadszedł więc czas, nie tylko na odbudowę Wież, ale także nas samych;
jest to dokładnie moment, w którym nasz stosunek do tego, co stoi przed
nami zmieni wszystko. Jest stara opowieść o człowieku, który idąc w kierunku
bombardowanego Drezna, idąc przez obszar wypełniony ruinami, zobaczył
trzech robotników przy pracy.
- Co robicie? - zapytał.
Pierwszy z robotników odwrócił się:
- Nie widzisz? Usuwam gruzy!
Niezadowolony z odpowiedzi, wędrowiec zwrócił się do drugiego robotnika.
- Nie widzisz? Zarabiam! - brzmiała odpowiedź.
Wędrowiec nadal nie wiedział o co chodzi, zdecydował więc zapytać się
ponownie. Zwrócił się do trzeciego mężczyzny, powtarzając swoje pytanie.
- Nie widzisz? - powiedział trzeci robotnik.- Odbudowuję katedrę!
Chociaż tych trzech ludzi wykonywało tę samą czynność, tylko jeden dostrzegł
prawdziwy wymiar swojego życia i swojej pracy. Możemy mieć tylko nadzieję,
że w świecie, który zaistniał po 11 września 2001 r., każdy z nas jest
w stanie wznieść się ponad własne emocjonalne zgliszcza, by odbudować
katedrę o której zawsze marzyliśmy, lecz której nigdy nie odważyliśmy
się stworzyć.
Tłumaczenie: JR