Wydanie: 125
W drodze do Santiago
"Ta mgła musi wreszcie opaść" - pomyślałem, próbując odnaleźć żółte znaki na kamieniach i drzewach wzdłuż drogi. Przez prawie pół godziny, widoczność była bliska zeru, a ja szedłem i śpiewałem, aby przepędzić lęk, który towarzyszył oczekiwaniu na jakieś nadzwyczajne wydarzenia. Otoczony mglistą zasłoną, całkiem sam w tej nierealnej atmosferze, ponownie zacząłem patrzeć na drogę do Santiago, tak jakby była filmem, w którym bohater robi coś, czego nikt inny by nie zrobił, co według widzów zdarza się tylko w kinie. Jednak ja przeżyłem to w prawdziwym życiu. Las stawał się coraz bardziej cichy, a mgła zaczynała się przerzedzać. Może za chwile miała zniknąć, jednak światło drażniło moje oczy i malowało wszystko wokół mnie tajemniczymi, przerażającymi kolorami.
Nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, mgła znikła całkowicie. Przede mną, na szczycie góry, stał krzyż.
Rozejrzałem się, zobaczyłem morze chmur, z których właśnie wyszedłem i kolejne morze chmur nad moją głową. Między tymi dwoma oceanami, szczyty najwyższych gór, w tym szczyt z krzyżem. Poczułem wielkie pragnienie modlitwy.
Mimo chęci, nie byłem w stanie powiedzieć niczego. Sto metrów pode mną, wioska z piętnastoma domami i mały kościół, w którym zaczęły zapalać się światła. Wreszcie miałem miejsce, gdzie mogłem spędzić noc. Zagubiona owca wspięła się na wzgórze i stanęła między mną i krzyżem. Popatrzyła na mnie nieco bojaźliwie. Przez dłuższy czas patrzyłem się na prawie czarne niebo, krzyż i białą owcę u stóp krzyża.
"Panie", przemówiłem w końcu. "Nie jestem przybity do krzyża, ani nie widzę na nim Ciebie. Ten krzyż jest pusty i taki pozostanie na zawsze, bo czas śmierci przeminął. Ten krzyż był symbolem nieskończonej mocy, którą wszyscy mamy, przybitej i zabitej przez człowieka. Teraz ta Moc ponownie wraca do życia, ponieważ szedłem ścieżką zwykłych ludzi i w nich odnalazłem Twój sekret. Ty też idziesz ścieżką zwykłych ludzi. Przyszedłeś aby nauczyć nas, że możemy i nie chcemy tego akceptować. Pokazałeś nam, że Moc i Chwała są w zasięgu każdego z nas, a ta niespodziewana wizja naszych możliwości była dla nas nie do zniesienia. Ukrzyżowaliśmy Cię nie dlatego, że jesteśmy niewdzięczni wobec syna Boga, ale dlatego, że baliśmy się zaakceptować nasze własne możliwości. Z czasem, zgodnie z tradycją, ponownie stałeś się jedynie odległym bóstwem, a my powróciliśmy do naszego przeznaczenia - bycia człowiekiem.
Bycie szczęśliwym nie jest grzechem. Kilka ćwiczeń i uważne ucho wystarczą, aby sprawić, że człowiek będzie w stanie realizować swoje najmniej realne marzenia."
Owca wstała, a ja udałem się za nią. Już wiedziałem, dokąd mnie prowadzi i mimo chmur świat stał się dla mnie przejrzysty. Mimo tego, że nie widziałem Drogi Mlecznej na niebie, byłem przekonany, że istnieje i wskazuje wszystkim drogę do Santiago. Poszedłem za owcą, która zmierzała w kierunku małej wioski - także noszącej nazwę Cebreiro, jak góra. Tam zdarzył się cud - cud zamiany tego, co się robi, w coś w co się wierzy. Tajemnica mojego miecza i przedziwna droga do Santiago. Po zejściu z góry przypomniałem sobie tę historię. Pewnego dnia, w czasie burzy wieśniak z pobliskiej wioski przyszedł na mszę do Cebreiro. Msza była celebrowana przez mnicha małej wiary, który zlekceważył poświęcenie wieśniaka. Jednak w chwili konsekracji, hostia zamieniła się w ciało Chrystusa, a wino w jego krew. Relikwia nadal tam jest, przechowywana w małej kaplicy, będąca większym skarbem niż wszystkie bogactwa Watykanu.
Udałem się do małej kaplicy wybudowanej przez wieśniaka i mnicha, który zaczął wierzyć w to co zrobił. Nikt nie wie kim byli. Dwa nie opisane kamienne nagrobki na pobliskim cmentarzu, wskazują miejsce, gdzie spoczywają ich kości. Nie sposób jednak rozróżnić, który grób należy do mnicha, a który do wieśniaka. Aby możliwy stał się cud, dwie siły musiały stoczyć Dobrą Walkę.
Od tamtej pory, za każdym razem, kiedy staję przed ważnym wyzwaniem, przypominam sobie opowieść o cudzie z Cereiro. Wiara musi czasem być czymś sprowokowana, zanim się objawi.
W tym roku obchodzę dwudziestą rocznicę mojej pielgrzymki - która zmieniła moje życie. W następnym tygodniu, 25 lipca, uczcimy Dzień Santiago de Compostella. Jeśli chcesz, możesz ofiarować swoją modlitwę, w hołdzie świętym.
Tłumaczenie: JR