Wydanie: 112

Pewien styczniowy dzień 2006 roku

lay

   Od rana pada rzęsisty deszcz, temperatura zbliża się do 3 stopni Celsjusza. Zdecydowałem się, aby pójść na spacer - czuję, że jeżeli nie będę spacerował codziennie, to nie będę w stanie pracować- ale wieje silny wiatr, więc już po 10 minutach wracam do samochodu.
   Wziąłem gazetę ze skrzynki pocztowej, nic ciekawego w niej nie ma, nic oprócz rzeczy, o których -jak zadecydowali dziennikarze- powinniśmy wiedzieć, które powinniśmy prześledzić i do których powinniśmy się jakoś ustosunkować.
Idę do komputera przeczytać swoje e-maile.
Nic nowego, tylko jakieś decyzje bez żadnego znaczenia, do których mogę powrócić później.
   Próbuję poćwiczyć trochę strzelanie z łuku, ale wiatr ciągle wieje tak mocno, iż staje się to niemożliwe. Napisałem już swoją jedną na pół roku książkę, która tym razem zatytułowana jest "Zahir", i wciąż pozostał tydzień do jej publikacji. Napisałem już także tekst do swojej rubryki, która publikuję w Internecie. Napisałem już newsletter dla swojej strony w sieci. Zrobiłem sobie badanie żołądka, które na szczęście nie wykryło niczego nienormalnego (naprawdę przestraszyli mnie koniecznością wciskania rury w dół mojego gardła, ale jak się okazało - to nie jest aż takie straszne). Byłem u stomatologa. Bilety na moją następną podróż samolotem, które nie przychodziły od dłuższej chwili, wreszcie dotarły do mnie za sprawą ekspresowej poczty. Jest kilka rzeczy, które muszę zrobić jutro i skończyłem robić wczoraj, ale dzisiaj?
Dzisiaj nie ma absolutnie żadnej rzeczy, na której mógłbym skoncentrować swoją uwagę.
   To mnie przeraża: czy nie powinienem czegoś robić? Jeśli chcesz wymyślić jakąś pracę, to nie musisz się bardzo starać - zawsze są jakieś projekty, które trzeba rozwijać, żarówki które wymagają wymiany, suche liście które trzeba zamieść, książki które musza być uprzątnięte, pliki komputerowe, które trzeba uporządkować, i tak dalej. Ale gdyby tak po prostu stawić czoła absolutnej pustce?
Wkładam czapkę, ciepłe ubranie i kurtkę przeciwdeszczową i wychodzę do ogrodu - tak ubrany będę mógł znosić zimno przez następne cztery lub pięć godzin. Siadam na mokrej trawie i zaczynam robić w myślach listę rzeczy, które przebiegają przez mój umysł:
   A) Jestem bezużyteczny. W tej chwili każdy jest zajęty, ciężko pracuje.
Odpowiedź: Ja też ciężko pracuję, czasem 12 godzin dziennie. Dzisiaj, przypadkowo, nie mam nic do zrobienia.
   B) Nie mam przyjaciół. Tak oto jestem tu sam, jeden z najbardziej znanych pisarzy na świecie, którego telefon nie dzwoni.
Odpowiedź: Oczywiście, że mam przyjaciół. Ale oni wiedzą jak szanować moją potrzebę izolacji, kiedy jestem w starym młynie w St. Martin we Francji.
   C) Musze kupić jakiś klej.
   Tak, właśnie przypomniałem sobie, że wczoraj skończył mi się klej. Dlaczego by nie wsiąść teraz do samochodu i nie pojechać do najbliższego miasta? I ta myśl przynosi nagłe opamiętanie. Dlaczego to takie trudne, aby pozostać tu gdzie jestem teraz, bez robienia niczego?
   Seria myśli przechodzi przez moją głowę: przyjaciele, którzy martwią się o rzeczy, które jeszcze się nie nastały. Znajomi, którzy wiedzą jak wypełnić każdą minutę ich życia zadaniami, które wydają mi się absurdalne. Bezsensowne wymiany zdań. Długie rozmowy telefoniczne, by nie powiedzieć nic ważnego.
Szefowie w biurach, którzy wymyślają innym pracę, by uzasadnić swoją posadę. Pracownicy, którzy boją się, ponieważ dzisiaj nie dostali nic ważnego do zrobienia i to może oznaczać, że już nie są przydatni. Matki, które dręczą się, ponieważ ich dzieci opuściły dom. Studenci, którzy męczą się przez studia, testy, egzaminy.
Długo się zastanawiam, trwa trudna walka z samym sobą - by nie wstać i nie iść do papierniczego, aby kupić brakujący klej. Udręka się pogłębia, ale jestem zdeterminowany, aby pozostać tutaj bez robienia niczego przynajmniej przez kilka godzin. Krok po kroku, niepokój ustępuje drogi kontemplacji i zaczynam słuchać głosu swojej duszy. Ona umierała z chęci rozmowy ze mną, lecz ja zawsze jestem zbyt zajęty,
  Wiatr nadal wieje bardzo mocno, wiem że jest zimno i że jutro pewnie będę musiał kupić ten klej. Nie robię nic i jednocześnie robię najważniejszą rzecz w życiu człowieka: słucham tego, co musiałem usłyszeć od samego siebie.

Tłumaczenie: Emuś