Jak wiadomo, Achilles był synem śmiertelnika i bogini.
Powodowana instynktem macierzyńskim Tetyda zanurzyła małego Achilla w
rzece, której wody miały
uczynić go nieśmiertelnym, lecz jako że podczas kąpieli trzymała go za
stopę, stała się ona od tej pory jedynym podatnym na zranienia miejsce
na jego ciele (inna wersja tego mitu mówi, że niemowlę było nurzane w
smoczej krwi, lecz liść przylepił się do jego stopy). Od tamtej pory
pięta Achillesa jest symbolem zgubnej pewności siebie; zawsze istnieje
jakiś sposób, by się do nas dobrać - grecki heros zginął ugodzony strzałą
dokładnie w swój czuły punkt.
4 lata temu przeczytałem "A Sindrome de Aquiles" ("Syndrom Achillesa")
autorstwa Mario Rosy. Książka porusza temat niesamowicie aktualny: kryzys.
W swoim wydawnictwie Rosa ostrzega: "kryzys daje znaki".
Po lekturze tej książki zacząłem zauważać, że zanim burza rozpęta się na dobre,
wysyła wcześniej pewne sygnały, które - czy to z lenistwa, czy też z ignorancji - lekceważymy. Właśnie dlatego, gdy wiatr zaczyna dąć naprawdę gwałtownie,
my jesteśmy kompletnie nieprzygotowani na grzmoty, które lada chwila zaczną
uderzać gdzie popadnie; wtedy - jak pisze Rosa - możemy już tylko próbować
radzić sobie z rozszalałym żywiołem. Pozwoliłem sobie wykorzystać jego książkę
do naszkicowania mapy naszych osobistych burz:
Źródło: kryzys zawsze pochodzi z zewnątrz, pomimo iż czasem wydaje nam się,
że problem tkwi w naszej duszy. Czasem jakaś drobnostka z naszego dzieciństwa,
może dawać poważne reperkusje w dorosłym życiu.
Kryzys przychodzi, by zniszczyć: zazwyczaj próbujemy (zresztą bardzo romantycznie)
słowo "kryzys" kojarzyć z "szansą" [jak to czynią Chińczycy];
jest to możliwe tylko w przypadku, gdy spodziewamy się niespodziewanego. Kryzys
przychodzi jednak, by zniszczyć - miażdży i dewastuje wszystko wokół nas.
Prawda nie pomaga: ostatnio, podczas publikacji mojej nowej książki, Zahir,
rosyjska projektantka w wywiadzie dla pewnego bardzo poczytnego moskiewskiego
magazynu, powiedziała, że ta opowieść została oparta na naszej autentycznej
historii miłosnej [muzą, sprawczynią całego zamieszania była w rzeczywistości
Christina Lamb, korespondent wojenny angielskiego Sunday Times-a]. A ja byłem
na tyle głupi, by wysłać im [do redakcji] sprostowanie. Efekt: ci, którzy nie
czytali oryginalnego artykułu, dowiedzieli się o wszystkim z mojego listu.
Wkrótce zaczęły się spekulacje, insynuacje (jak to mężczyźni: złapani w sytuację
bez wyjścia, zawsze twierdzą, że są niewinni).
Mały problem, wielki kryzys: w Brazylii, sprawa przekupstwa dyrektora ogólnokrajowej
poczty, przerodziła się w ogromną aferę, która pociągnęła na dno wielu państwowych
dygnitarzy najwyższego szczebla.
W małżeństwie, niewielkie opóźnienie w powrocie z pracy, może być krztyna,
powodującą całą lawinę tłumionych wcześniej czynności, które ciężko powstrzymać.
Fakty się nie liczą, liczy się opinia publiczna: znam dziewczynkę, której ojciec
nienawidzi własnej żony, żyło im się bardzo trudno, wszyscy
kłócili się jak pies z kotem, ale zawsze robili to po kryjomu. Dopóki
dziewczynka miała w szkole dobre stopnie, dopóki sąsiedzi o niczym nie
wiedzieli, dopóki ludzie się nie dowiedzą, dopóty świat wydaje się pozostawać
pod względną kontrolą.
Wszystko staję się amunicją bojową: jeśli kryzys oznacza udawanie głuchego,
gdzie człowiek stara się nie słyszeć, co mówi drugi, argumenty są bezużyteczne.
Jeśli mówisz: "uwielbiam pomarańcze", to druga osoba zrozumie, że
nie znosisz ziemniaków i będzie udawać pokrzywdzoną, ponieważ właśnie dziś
wieczorem podała frytki na kolację.
Kryzys zawsze pociąga za sobą symbol: może to być instytucja
małżeństwa, kariera zawodowa, firma, religia, miłość, zasady postępowania.
Kończę
ten temat opiniami specjalistów (Helio Freda Gracii, profesora
Komunikacji Uniwersytetu Nowojorskiego, i Daí Williams z Eos Career Service
oraz pewnym tekstem pochodzącym z Uniwersytetu Południowej Australii).
Pomimo iż wszystkie te prace w lwiej części odnoszą się do kryzysów politycznych
i ekonomicznych, ja postanowiłem nadać im nieco bardziej ludzki charakter.
Gdy kryzys się zacznie, nigdy nie powinniśmy:
a) ignorować problemu. Mary wie, że John zostanie wyrzucony z pracy, co bardzo
skomplikuje ich życie. Jednak tak długo, jak John nie wspomni o całej sprawie,
Mary będzie udawała Greka, że o niczym nie wie.
b) zaprzeczyć problemowi. John nie dostrzega faktu, że znalazł się w bardzo
nieciekawym położeniu - myśli, że utratę pracy uda mu się przekuć w kolejną
szansę dzięki kontaktom, które nawiązał w ciągu swego życia. Zapomina jednak
o najbardziej szorstkiej regule naszego życia; jak powiedział Jezus: "kto
ma, temu będzie dodane, i nadmiar mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą
również to, co ma". W momencie, gdy John straci pracę, znikną również
wszystkie jego kontakty, ponieważ nie będzie miał już nic do zaoferowania
w zamian.
c) odmówić prośby o pomoc. John i Mary spędzili razem wiele lat, znają się
doskonale. Umysł Johna jest zapchany samymi problemami - kryzys absorbuje całą
ludzką energię. Mary mogła by mu pomóc, lecz męska duma nie pozwala mu obciążać
jej swoimi problemami. Tym sposobem John pogrąża się w odmętach własnych kłopotów.
d) kłamać lub posługiwać się półprawdami. Pewnego dnia, Mary zebrała się
na odwagę i kładąc się spać spytała, czy wszystko jest w porządku. John
odpowiedział: "Rozważam
możliwość zmiany pracy". Z prawnego punktu widzenia jego słowa są prawdziwe - skoro ma zostać zwolniony z pracy, myśli już o poszukiwaniu nowej. Mary
nie pyta już o nic. John podejrzewa, że jego żona wie o wszystkim, ciśnienie
w
jego głowie rośnie, a on sam nie może użyć prawdy jako koła ratunkowego,
wcześniej niepotrzebnie skłamał.
e) obwiniać innych. John ma świadomość, że jest poważanym człowiekiem, że zawsze
był szczery w pracy, że dawał z siebie wszystko. Teraz uważa, że jego szef
jest niesprawiedliwym człowiekiem, a on sam nie zasłużył na to, co go spotkało.
Naprawdę, jego szef może przeżywać dokładnie taki sam dramat - przecież on
również jest tylko małym trybikiem w wielkiej firmowej machinie. I w momencie,
gdy stanął w obliczu sytuacji, którą uważa za absurdalną, zamiast zachować
zimną krew, John obwinia cały świat o zło i okrucieństwo.
f) przeceniać własnych zdolności: Na początku John twierdził, że ma talent,
że potrafi zrobić to i tamto; teraz wmawia sobie, że właśnie staje w obliczu
nowej szansy, a nie kryzysu. Owszem, John posiada talent, ale to za mało -
nie jest przygotowany na cios, który odbierze mu dech i cały entuzjazm.
Wszystkie złe kroki zostały zrobione, dni mijały, a John wreszcie został
zwolniony. Teraz cała rodzina stoi nad przepaścią tylko dlatego, że cały
cenny czas został stracony na zaprzeczanie katastrofie.
Co teraz? W moim życiu przechodziłem przez mnóstwo kryzysów, popełniając
przy tym wszystkie możliwe błędy. Pomimo tego, chyba w okresie największego
kryzysu, pojawili się przyjaciele. Od tej pory, pierwszym krokiem, jaki
czynię w ciężkich chwilach, jest prośba o pomoc (choć czasem nie mogę
wyzbyć się uczucia wstydu, że byłem słaby w oczach żony i przyjaciół).
Oczywiście, ostateczna decyzja będzie zawsze należeć do mnie. Gdy zacząłem
zachowywać się w ten sposób moja skłonność do popełniania błędów oddaliła
się nieco - wiem jednak, że czuwa w pobliżu, zawsze gotowa zadać cios.
Tłumaczenie:Nathan