Wydanie: 55
21 lipca byłem w Jordanii, a dokładnie nad Morzem Martwym,
zaproszony przez Królową, w celu napisania tekstu, który byłby częścią
ceremonii otwarcia spotkania Światowego Forum Ekonomicznego (WEF). Gdy
spotkanie dobiegło końca, wziąłem udział w obiedzie, podczas którego,
znalazłem się w nadzwyczajnej sytuacji.
Przy stole, naprzeciwko mnie siedział Król i Królowa Jordanu,
Sekretarz Stanu Colin Powell, Reprezentant Ligi Arabskiej, Izraelski
Minister Spraw Zagranicznych , Prezydent Niemiec, Prezydent Afganistanu
Hamid Karzai i inne prominentne nazwiska, zaangażowane w proces wojen i
pokoju, którego jesteśmy świadkami. Mimo, że temperatura była bliska
40oC, nad pustynią unosił się łagodny wiatr, pianista grał sonaty,
niebo był o zachmurzone, a pochodnie rozstawione w ogrodzie oświetlały
całe miejsce. Po drugiej stronie Morza Martwego mogliśmy dostrzec
Izrael i światła Jeruzalem, świecące nad horyzontem. Innymi słowy,
wszystko trwało w harmonii i pokoju - w tej właśnie chwili uzmysłowiłem
sobie, nie tracąc z oczu rzeczywistości , że ten szczególny moment był
prawdziwym snem. Mimo, że w ciągu kilku miesięcy wzrastał pesymizm, to
jeśli ludzie potrafią jeszcze usiąść razem i prowadzić rozmowy, nic nie
jest stracone.
Nieco później, Królowa Rannia zaznaczyła, że miejsce spotkania
zostało wybrane, ze względu na swój symboliczny charakter: Morze Martwe
jest najniżej położonym miejscem na powierzchni Ziemi (401 metrów
poniżej poziomu morza). Aby zejść niżej, musielibyśmy zanurkować - lecz
w tym specyficznym miejscu, zasolenie wody sprawia, że ciało zostaje
wypchnięte z powrotem na powierzchnię. Tak wygląda właśnie długi i
bolesny proces pokojowy na Bliskim Wschodzie: nie można zejść poniżej
obecnej fazy. Gdybym włączył telewizor tego wieczoru, dowiedziałby
mię o śmierci żydowskiego osiedleńca i młodego Palestyńczyka. Jednak
byłem obecny na obiedzie, z dziwnym uczuciem, że ten wieczorny spokój
mógłby zamieszkać w całym regionie, że ludzie mogliby zacząć rozmawiać
jeden do drugiego, tak jak ci, obecni tutaj, że Utopia jest możliwa i
że człowiek może zejść głębiej.
Jeśli pewnego dnia będziesz miał możliwość wyjazdu na Bliski Wschód, nie zapomnij odwiedzić Jordanu (cudowny, ciepły kraj), wtedy udaj się nad Morze Martwe i spójrz na Izrael, po drugiej stronie rzeki. Tam i wtedy zrozumiesz, że pokój jest konieczny i możliwy. Poniżej zamieszczam tekst, który napisałem, aby odczytać go przy akompaniamencie wspaniałych improwizacji żydowskiego skrzypka Ivry Gitlis.
Pokój nie jest przeciwieństwem wojny.
Możemy nosić w sercu pokój, nawet w samym środku okrutnej bitwy,
ponieważ walczymy o nasze marzenia. Kiedy wszyscy nasi przyjaciele
stracili nadzieję, pokój Dobrej Walki pomaga nam przetrwać.
Matka, która karmi swoje dziecko ma pokój w swoich oczach, nawet gdy
jej ręce drżą, w czasie kiedy dyplomacja zawodzi, bomby spadają
wszędzie wokół, a żołnierze giną. Łucznik napinający swój łuk nosi
pokój w swoim umyśle, nawet kiedy jego mięśnie są napięte.
Dla wojowników światła, pokój nie jest przeciwieństwem wojny, ponieważ są oni zdolni:
A)
Odróżnić to, co jest chwilowe, od tego, co jest trwałe. Potrafią
walczyć o swoje marzenia i swoje przetrwanie, lecz szanują więzy, które
rozwinęły się przez pewien czas, między kulturami i religiami;
B) Wiedzieć, że ich przeciwnicy nie koniecznie są ich wrogami;
C) Zdać sobie sprawę, że ich działanie będzie miało wpływ na pięć
kolejnych pokoleń i że ich synowie oraz wnukowie będą cieszyć się lub
cierpieć z powodu konsekwencji;
D) Pamiętać, że księga I Ching mówi: wytrwałość jest korzystna.
Jednak nie należy mylić wytrwałości z uporem - bitwy, które trwają
dłużej niż jest to konieczne, kończą się zniszczeniem zapału,
niezbędnego do odbudowy;
Dla wojownika światła abstrakcja nie istnieje, każda sposobność na zmianę siebie, jest sposobnością na zmianę świata.
Dla wojownika światła nie istnieje pesymizm. Będzie wiosłował pod prąd
tak długo, jak to konieczne, bo kiedy będzie już stary i zmęczony,
będzie mógł powiedzieć swoim wnukom, że przyszedł na świat po to, aby
lepiej zrozumieć swojego sąsiada i nie potępiać swojego brata.